Raporty Wprost
Tragedia w Smoleńsku
Terror w Moskwie
Łukaszenka - trudny sąsiad
Raport Wprost - Rząd na trójkę
Raport Wprost - Afera z hazardem w tle
Raport Wprost - Mit bezpłatnej edukacji

BEZPIECZNA, EKOLOGICZNA I TANIA ENERGETYKA ATOMOWA...

Autor:
Redaktor1
Data
2009-01-15 12:38
BEZPIECZNA, EKOLOGICZNA I TANIA ENERGETYKA ATOMOWA...

„NEWSWEEK” nr 29, 2006 r., strona 62
ENERGETYKA JĄDROWA
ATOMISTYFIKACJA
LOBBY ATOMOWE TWORZY MIT BEZPIECZNEJ, CZYSTEJ I TANIEJ ENERGII Z ATOMU. JAK POKAZUJE PRAKTYKA, ŻADNE Z TYCH OPTYMISTYCZNYCH STWIERDZEŃ NIE JEST PRAWDZIWE.
W górskiej wiosce Kara Agach w Kirgistanie niemal wszystko, co wyrasta z ziemi, jest promieniotwórcze. Ziemniaki, owoce, trawa. Radioaktywne jest też mięso kurcząt i kóz.
Katastrof takich jak w Kara Agach nie uwzględnia się w raportach międzynarodowych agencji atomowych. Podkreślane są zalety energii z atomu, pomijane wady. Dziś, kiedy lobby atomowe zwiastuje renesans elektrowni jądrowych, warto przyjrzeć się nie tylko zyskom, ale i kosztom.
Ziemia w Kara Agach, w Czkałowsku, w Kara Balta i w dziesiątkach innych miejsc zawiera uran. Bardzo dużo uranu. Ale to nie złoża zalegające głęboko pod powierzchnią stały się przyczyną tragedii. W dwudziestu kilku miejscowościach Kirgistanu przez 20 lat wyszarpywano z ziemi rudę uranu, mielono ją, rozdrabniano, płukano i odcedzano z tego szlamu "żółte ciasto" - główne źródło energii w elektrowniach jądrowych. Zbędne resztki to zawarte w rudzie pierwiastki niestabilne, rozpadające się z czasem, promieniotwórcze jak rad czy tor. Pierwszy z nich pozostaje aktywny przez około 3 tys. lat, drugi potrzebuje aż 150 tys. lat, aby przestał wysyłać przenikliwe promieniowanie. Z łatwością przechodzi ono przez tkanki ludzkiego ciała, od czasu do czasu siejąc spustoszenie, np. gdy trafi w któryś z genów i wywoła mutację prowadzącą do nowotworu.

Wieś Kara Agach żyła wśród hałd kamieniejącego, radioaktywnego szlamu. Pasano na nim kozy, wykorzystywano jako materiał budowlany. Nikt nie mówił ludziom, że siedzą na beczce prochu. Dawka promieniowania, jaką otrzymują od lat, jest 40 razy wyższa od dopuszczalnej - policzyli belgijscy i kirgiscy naukowcy. Bank Światowy, Stany Zjednoczone, Japonia, Szwecja i kilka innych krajów pospieszyły z pomocą finansową. Co jednak zrobić ze skamieniałym szlamem, który pozostanie aktywny przez dziesiątki tysięcy lat?
Na obszarze byłego Związku Radzieckiego takich miejsc jest więcej niż gdziekolwiek na świecie. Jak powiedział niedawno jeden z szefów rosyjskiego Zarządu Odpadami Radioaktywnymi Siergiej Brykin, w tym kraju stosuje się zasadę: wyrzuć i zapomnij. Dopiero teraz Rosja przymierza się do tworzenia bezpiecznych składów materiałów radioaktywnych. Nie zacznie ich jednak budować wcześniej niż za 10-15 lat.
Podobnie jest w Chinach. Największa kopalnia uranu oznaczona numerem 792 zrzucała płynne odpady promieniotwórcze do rzeki. Zakład zamknięto w roku 2002. Oficjalny powód: wyczerpanie złóż. A naprawdę dlatego, że doprowadził do katastrofy zdrowotnej i ekologicznej. Ludzie mieszkający w pobliżu kopalni zaczęli umierać na raka. Przyczyną połowy wszystkich zgonów młodych ludzi i dzieci stały się nowotwory, najczęściej białaczki. Noworodki przychodzą na świat z wadami wrodzonymi. Często zdarzają się poronienia. Kwitnący region zmienił się w jałową ziemię, kompletny nieużytek. Nawet budynki są tam napromieniowane w stopniu wielokrotnie przekraczającym dopuszczalne normy. Ponure informacje utajniono. Raporty lekarzy o tym, że połowa zgonów jest wynikiem jakiejś formy raka, ukrywano jako tajemnice państwowe. Pracowników alarmujących, że skażenie otoczenia jest katastrofalne, oskarżono o działalność wywrotową. Sąd skazał ich najpierw na więzienie, a potem na areszt domowy.
Nie tylko w krajach byłego Związku Radzieckiego czy Chinach unika się informowania opinii publicznej o ryzyku związanym z energetyką jądrową. We Francji, gdzie prawie 80 procent elektryczności pochodzi z elektrowni atomowych, kolejne skandale ujawniały nie powołane do tego instytucje kontrolne, a niezależne organizacje pozarządowe. Greenpeace zorganizował kilka lat temu nocne czuwanie w pobliżu kompleksu fabryk w La Hague. Ze zużytego paliwa jądrowego odzyskuje się tam między innymi pluton, najbardziej radioaktywny pierwiastek we wszechświecie. Dla człowieka zabójczy nawet w minimalnych ilościach.
Zarządzający fabryką zaprzeczali, że płynne odpady z La Hague wpuszczane są do morza. Nurkowie Greenpeace pobrali próbki odpadów spuszczanych potajemnie do kanału La Manche nocą. Ich promieniotwórczość okazała się 17 mln razy większa niż naturalna promieniotwórczość wody morskiej. Oznacza to, że wiele stworzeń morskich zostało skazanych na zagładę, a konsumenci owoców morza na nowotwory.
Przez wiele lat zaprzeczano też, że fabryka przetwarzająca paliwo jądrowe w La Hague może stanowić ryzyko dla zdrowia mieszkańców tych okolic. Prof. Jean-Fran?ois Viel, epidemiolog, stwierdził jednak dwukrotny wzrost liczby białaczek u dzieci z tego rejonu Francji.
Kilka lat temu wykryto chroniczne skażenie promieniotwórcze wód Rodanu, nad którym działa 20 reaktorów jądrowych. W mchach nad Sekwaną znaleziono kobalt, bo przeciekał zbiornik reaktora elektrowni w Nogent, w winie produkowanym w pobliżu kompleksu nuklearnego Marcoule wykryto tryt, mleko
na półwyspie Cotentin zawierało cez. Francuskie pismo popularnonaukowe "Science et Vie" zamieściło wówczas listę baronów przemysłu nuklearnego, którzy ukrywają wypadki zdarzające się w elektrowniach i blokują niezależne badania skażeń radioaktywnych.
Raport Unii Europejskiej sprzed czterech lat wymienia około 7 tysięcy starych kopalń uranu, hałd, zbiorników wodnych i elektrowni jądrowych, które wymagają oczyszczenia w 11 krajach europejskich. "To przerażający spadek po beztrosce producentów energii z atomu" - ocenia Mike Thorne, brytyjski konsultant do spraw promieniowania. Wielu ludzi otrzymuje w tych rejonach dawki promieniowania 10, 20, 30 razy wyższe niż dopuszczalne bez szkody dla zdrowia.

Gdy się to wszystko podsumuje, prawdziwe zdumienie budzi najnowszy raport Agencji Energii Jądrowej (Nuclear Energy Agency). Opublikowany 1 czerwca w Paryżu, wygląda na część akcji reklamowej przemysłu atomowego. Jego autorzy twierdzą, że przemysł ten jest jedynym, który "bierze pełną odpowowiedzialność za wszystkie odpady powstające przy produkcji energii elektrycznej". Ilość tych atomowych śmieci jest zdaniem agencji niewielka, a ich promieniotwórczość "zmniejsza się z upływem czasu".
Rzeczywiście, promieniotwórczość odpadów zmniejsza się z czasem. Jest to jednak czas liczony w setkach, tysiącach i milionach lat. Dlatego problem składowania tych odpadów niepokoi wszystkich, którzy mają z tym do czynienia. W maju tego roku państwa kupujące uran od Australii zażądały, aby kraj ten przyjmował wszystkie odpady z produkcji energii elektrycznej z uranu. Rząd australijski dyplomatycznie oświadczył, że nie podjął jeszcze decyzji w tej sprawie. Wygląda jednak na to, że będzie się musiał ugiąć przed żądaniami swoich klientów.
Jak wynika z listy Nuclear Energy Agency, trwałe zbiorniki na zużyte paliwo z reaktorów jądrowych ma zaledwie kilka krajów, wśród nich Finlandia, Francja, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania i Szwajcaria. W innych państwach to pieśń przyszłości. Kanada planuje budowę trwałego podziemnego zbiornika na rok 2025, Belgia i Japonia przewidują rozpoczęcie budowy na rok 2035, Hiszpania na rok 2020. Stany Zjednoczone borykają się z koniecznością przewiezienia 10 mln ton szlamu uranowego z brzegów rzeki Kolorado w stanie Utah w miejsce oddalone stamtąd o 50 km, aby zapobiec skażeniu wody pitnej dla południowej Kalifornii.
Równie prawdziwe jak mit o ekologicznej i czystej energii jądrowej jest stwierdzenie, że jest ona tania. We wszystkich krajach prąd z atomu jest o wiele droższy niż uzyskiwany z węgla czy nawet z siły wiatru. Jego cena za kilowatogodzinę wynosi w USA ponad siedem centów, tymczasem energia ze źródeł tradycyjnych jest prawie o połowę tańsza.
Rządy wielu państw radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób - sięgają do kieszeni podatników. Budżet dopłaca do elektryczności z atomu. Robi to, by opłata za prąd z elektrowni atomowych nie była wyższa niż z innych źródeł energii. Gdy w Wielkiej Brytanii prywatyzowano produkcję elektryczności, rząd narzucił dodatkowy podatek na paliwa kopalne, aby dochodami z niego wesprzeć energię z atomu. Subsydia dla energetyki jądrowej do 2000 roku wynosiły w Wielkiej Brytanii około 1,2 miliarda funtów rocznie. Podobnie wygląda sytuacja w Australii i w innych krajach.
Choć nikt nie zabrania prywatnym firmom budowania reaktorów jądrowych, żadne konsorcjum na świecie nie zrobiło tego bez wyciągania ogromnych sum z budżetu państwa. Nawet Bank Światowy nie chce pożyczać pieniędzy na tego rodzaju inwestycje. Bieżące koszty produkcji są wysokie, a przyszłe wydatki związane z rozmontowywaniem reaktorów i składowaniem odpadów jeszcze większe.

Około 440 reaktorów jądrowych na świecie wytwarza 16 procent zużywanej na ziemi energii elektrycznej. A także miliony ton odpadów promieniotwórczych, które pozostaną groźne dla ludzkiego zdrowia przez tysiące lat. Ten bilans trudno uznać za pozytywny.

Pozostaje pytanie, co stało się powodem wzmożonej akcji reklamowej prowadzonej przez lobby atomowe? Jest nim prawdopodobnie wzrost ceny uranu. Jego wydobycie to jedna z największych gałęzi światowego przemysłu. Dotychczas 40 procent zapotrzebowania na uran pokrywały istniejące zapasy z programów militarnych i z przetwarzania raz już użytego paliwa jądrowego. Te zapasy się wyczerpują. Cena kilograma uranu poszła w górę, a jego produkcja wzrosła o kilkanaście procent w ciągu ostatnich dwóch lat. I prawdopodobnie podwoi się do roku 2010. Ale na świecie powstaje tylko jedna nowa elektrownia atomowa - w Finlandii. Żeby zarobić na sprzedaży energii, trzeba więc nakręcić koniunkturę, zachęcić do wznoszenia następnych reaktorów. Na tym polega interes właścicieli kopalń uranu i zarządzających elektrowniami atomowymi. Czy nasz interes jest zbieżny z ich celami?
Można mieć wątpliwości.
Jeśli elektrownie jądrowe nie spełniają pokładanych w nich nadziei, nie są tanie ani bezpieczne, jaka jest alternatywa? Gdzie szukać nowych źródeł energii? Coraz więcej specjalistów uważa, że powinny to być energie odnawialne: słońca i wiatru. Panele słoneczne na dachach i turbiny wiatrowe. Niewielkie bojlery wytwarzające elektryczność mają wejść na rynek europejski w przyszłym roku. Już teraz na dachach wysokościowców pojawiają się wiatraki. 50 procent elektryczności w Danii i 40 procent w Holandii produkowane jest w systemie zdecentralizowanym, nie w wielkich elektrowniach, a w mniejszych urządzeniach korzystających między innymi z ciepła słońca i z siły wiatru.
98 procent budynków w Helsinkach jest ogrzewane przez sieci lokalne. Unika się dzięki temu ogromnych strat energii podczas transportu. W przypadku energetyki jądrowej ponad 60 procent energii ucieka z elektrowni w postaci ciepła i w sieciach przesyłowych.
Czy jednak starczy rozsądku, aby oszczędzać energię, nie liczyć na węgiel i atom, a zwrócić się ku słońcu i wiatrakom?
Bożena Kastory


http://www.greenpeace.org/poland/wydarzenia/wiat/awaria-atom
Sierpień 04, 2006
AWARIA W ELEKTROWNI ATOMOWEJ W SZWECJI
Szwecja — 40% szwedzkich reaktorów atomowych jest wyłączonych ze względów bezpieczeństwa.
Szwecja zamknęła cztery z dziesięciu reaktorów atomowych, po wykryciu poważnej wady w systemie bezpieczeństwa. Groźna wada została wykryta w elektrowni Forsmark.

Podczas przerwy w dostawie energii elektrycznej z zewnątrz, w elektrowni Forsmark nie zadziałało zasilanie awaryjne. Gdyby nie naprawiono problemu, w ciągu kilku godzin mogło dojść do bardzo poważnego wypadku. Były dyrektor elektrowni powiedział: „To czysty przypadek, że nie doszło do stopienia rdzenia reaktora. Brak zasilania z sieci mógł doprowadzić do katastrofy”.

Winę za nieprawidłowe działanie awaryjnego systemu zasilania ponoszą generatory zainstalowane w 1993 roku. Dopiero po 13 latach wykryto usterki w urządzeniach, które stanowią podstawę ochrony przed stopieniem rdzenia reaktora! Te same wadliwe urządzenia zainstalowano w trzech innych szwedzkich reaktorach, dlatego je również zamknięto.

Jednoczesne zamknięcie czterech reaktorów zmniejszyło ilość produkowanej energii elektrycznej w Szwecji o 20 procent.

Ochroni przed blackoutem?
Zwolennicy elektrowni atomowych przekonują, że energia jądrowa zabezpieczy nas przed przerwami w dostawie prądu. Tymczasem okazuje się, że przerwy w dostawie energii elektrycznej stwarzają zagrożenie dla samych elektrowni, w których dopływ prądu jest gwarancją bezpieczeństwa. Jeśli brakuje zasilania, włącza się system awaryjny, który podtrzymuje system chłodzenia reaktora. Za dostarczanie energii odpowiadają wówczas własne generatory elektrowni, które wielokrotnie okazały się wadliwe lub niezabezpieczone przed burzami, czy powodziami.

„Problem ten nie dotyczy tylko czterech reaktorów w Szwecji, gdyż odkrywamy podobne przypadki w kilku krajach, w różnych typach reaktorów - niezwłocznie trzeba sprawdzić wszystkie z 443 działających reaktorów atomowych.” – mówi Jan Van de Putte, koordynator kampanii przeciwko energii nuklearnej - „Przerwa w dostawie prądu, która zdarzyła się w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w 2003 roku i wymusiła zamknięcie ponad 20 reaktorów, mogłaby - przy wadliwym systemie generatorów awaryjnych - doprowadzić do stopienia rdzenia reaktora. Obecnie taka sytuacja jest realnym zagrożeniem.”

Kiedy robi się gorąco, reaktory przestają pracować
Problemy szwedzkich elektrowni nastąpiły tuż po kłopotach innych elektrowni atomowych w Europie, będących następstwem upalnego, suchego lata. W Niemczech dwie elektrownie musiały ograniczyć produkcję energii, gdyż brakowało wody w rzekach do chłodzenia. Jeśli susza będzie trwać, elektrownie chłodzące swoje reaktory wodą z rzek, będą musiały ograniczyć produkcję energii lub w ogóle przerwać pracę.

Na szczęście zarówno Szwecja, jak i Niemcy należą do krajów, które podjęły decyzję o rezygnacji z energii atomowej (w tej grupie są też Belgia i Hiszpania).

„Energia nuklearna jest nie tylko niebezpieczna, ale też zawodna” – podsumowuje Van de Putte - „Po ostatnich problemach z produkcją energii w czasie fali upałów w Europie, stało się jasne, że nie możemy polegać na reaktorach atomowych i ich systemach generatorów awaryjnych, ani tym bardziej uważać je za bezpieczne. Produkcja czystej energii ze źródeł odnawialnych oraz zmniejszanie energochłonności to jedyne rozsądne rozwiązanie dla produkcji energii i zachowania bezpieczeństwa energetycznego”.


http://wiadomosci.polska.pl/kalendarz/kalendarium/article.ht
28 marca 1979
AWARIA W ELEKTROWNI ATOMOWEJ THREE MILE ISLAND
W marcu 1979 r. na ekrany amerykańskich kin wszedł głośny swego czasu film „Chiński Syndrom”. Jego pomysł wziął się ze slangu techników atomowych - w wyniku awarii systemu chłodzenia reaktora atomowego dochodzi do przegrzania i stopienia się rdzenia, a następnie do przetopienia betonowego fundamentu reaktora. Gdy coś takiego się stanie, możliwe jest wszystko – nawet to, że stopiony rdzeń reaktora zagłębi się w ziemię (uran ma bardzo wysoki ciężar właściwy) i przejdzie przez nią na wylot… aż do Chin.

Treść filmu jest raczej absurdalna, ale czegoś podobnego właśnie obawiano się w Ameryce, kiedy zaledwie 12 dni po premierze „Chińskiego syndromu” doszło do awarii w położonej 16 km od stolicy Pensylwanii, Harrisburga, elektrowni atomowej Three Mile Island.

Zepsuty zawór
Awaria zaczęła się od wadliwego działania automatycznego zaworu, co spowodowało zaburzenie obiegu wody chłodzącej rdzeń reaktora nr 2 elektrowni. Zgodnie z przewidzianym na taki wypadek planem awaryjnym, przestał działać sam rdzeń, w którym zawarty w prętach paliwowych uran ulega rozszczepieniu, produkując w ten sposób energię.

Groźba wybuchu
Zanik reakcji łańcuchowej spowodował pozorne uspokojenie się sytuacji. W rzeczywistości jednak był to dopiero początek prawdziwych problemów. Wskutek całego szeregu błędów doszło bowiem do dużego wycieku chłodziwa z rdzenia reaktora. Zanim technicy zdali sobie sprawę z tego, co się stało, silnie radioaktywne i wciąż potężnie rozgrzane pręty paliwowe zostały częściowo odsłonięte. Powodowało to groźbę ich stopienia. Na domiar złego, wskutek wysokiej temperatury używana do chłodzenia rdzenia reaktora woda uległa chemicznemu rozkładowi i w reaktorze powstała chmura wodoru zmieszanego z tlenem, co mogło spowodować nieobliczalną skutkach eksplozję.

Stopiony rdzeń
Z zagrożonego skażeniem radioaktywnym terenu uciekły tysiące ludzi. Kryzys trwał 12 dni – wystarczająco długo, by miliony ludzi na całym świecie uznały, że energetyka jądrowa może prowadzić do nieobliczalnych w skutkach zagrożeń. W końcu jednak sytuacja została opanowana. Badania rdzenia, w którym temperatura sięgnęła niemal 2760 C wykazały, że stopiła się ponad połowa paliwa reaktora. Gdyby awaria potrwała pół godziny dłużej, rdzeń stopiłby się prawdopodobnie kompletnie.

Szczęście w nieszczęściu
Awaria w elektrowni atomowej Three Mile Island była największym wypadkiem w energetyce jądrowej do czasu słynnej katastrofy w Czarnobylu w kwietniu 1986 r. Jednak, w odróżnieniu od Czernobyla, jej skutki ograniczały się właściwie do strat materialnych. Specjalna obudowa, w jaką wyposażony był amerykański reaktor (a której nie było w Czernobylu) spowodowała, że radioaktywne substancje nie wydostały się na zewnątrz i nie spowodowały skażenia środowiska. Jedyny skutek awarii, jaki mieszkańcy okolic elektrowni rzeczywiście odczuli, był skutkiem pośrednim – był nim stres wywołany doniesieniami o awarii i potencjalnej groźbie katastrofy.
Bartłomiej Kozłowski, 2005


www.interia.pl
Środa, 19 listopada (18:17)
FRANCUSKA ELEKTROWNIA JĄDROWA MOGŁA WYBUCHNĄĆ
Elektrowni jądrowej w Carcassonne na południu Francji groziła eksplozja! Inspektorzy francuskiej Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego alarmują, że rury z płynnym gazem są tam przerdzewiałe. Na szczęście, zaczęła się już ich wymiana.

Wprawdzie - jak zapewniła Agencji Bezpieczeństwa Nuklearnego - wybuch nastąpiłby w najbliższym czasie, gdyby rury nie zostałyby szybko wymienione. Dodatkowo zwróciła uwagę na fakt, że w ciągu niespełna dwóch lat odnotowano tam aż 18 awarii. Na szczęście, nie doszło do radioaktywnego skażenia środowiska.

Co więcej, inspektorzy informują, że normy bezpieczeństwa są łamane
źródło informacji: RMF

http://www.archiwum.ekologika.pl/2002/elektrownie_atomowe.ht
CZY ELEKTROWNIE ATOMOWE SĄ BEZPIECZNE
(...) Jedną z głównych wad reaktorów tego typu, obok specyficznej grafitowej struktury, jest brak szczelnej obudowy bezpieczeństwa (containment), mocnej, sferycznej konstrukcji o żelbetonowych ścianach grubości ponad 120 cm, która osłania wszystkie zachodnie elektrownie z ciśnieniowymi reaktorami wodnymi. Jej głównym zadaniem jest zapobieżenie - w przypadku awarii - uwolnienia się radioaktywnych skażeń na zewnątrz elektrowni. Najcięższemu doświadczeniu, konstrukcja tego typu poddana została w roku 1979, podczas awarii elektrowni Three Mile Island (TMI), w USA. Aczkolwiek w wyniku osuszenia rdzenia reaktora stopiła się prawie połowa stutonowej masy paliwa, to właśnie dzięki tej obudowie jedynie względnie niewielka cześć promieniotwórczych substancji (poprzez budynki pomocnicze, systemy filtracyjne i kanały wentylacyjne) przedostała się na zewnątrz. Złudne jest wszakże przekonanie, iż obeszło się bez niepokojów i stresów. Jak podawały wówczas czynniki oficjalne, skutki radiologiczne były względnie niewielkie: np. z opublikowanych informacji wynikało, iż mieszkańcy Harrisburga, położonego w odległości kilkunastu kilometrów od elektrowni, otrzymali dawki zbliżone do tych, jakie pochłaniają od żródeł naturalnych, a dawki pracowników siłowni nie przekroczyły - dozwolonych rocznych. Niestety, parę lat później wyszło na jaw, iż pod wpływem silnego atomowego lobby, władze USA skrywały rozmiary awarii. Dobitnym tego dowodem jest informacja przekazana przez Jane Rickover, synową admirała Hymana G. Rickovera (1900-1986), twórcy atomowej, morskiej potęgi USA. (Urodzony w polskim Makowie admirał, podczas wizyty w Polsce na początku lat sześćdziesiątych, perswadował Władysławowi Gomułce, żeby nie wydawał pieniędzy na budowę statków o napędzie atomowym. Zapewne z pozytywnym skutkiem, gdyż po pewnym czasie, planów budowania w Polsce atomowych korabiów na szczęście zaniechano.) 18 czerwca 1986 r. zeznała ona przed notariuszem, co następuje. W maju 1983 r. mój teść, admirał Hyman Rickover mówił mi, iż na polecenie prezydenta Jimmy Cartera sporządzone zostało pełne sprawozdanie na temat awarii elektrowni jądrowej Three Mile Island . On (mój teść) mówił, iż gdyby to sprawozdanie było opublikowane w całości, zrujnowałoby cywilny, atomowy przemysł, gdyż awaria TMI była nieskończenie bardziej niebezpieczna niż wynika z opublikowanych o niej informacji. On mi powiedział, że zmuszony był wykorzystać cały swój ogromny, osobisty wpływ na prezydenta Cartera, aby przekonać go do opublikowania sprawozdania jedynie w formie rozcieńczonej ( diluted ). Prezydent chciał opublikować sprawozdanie w całości. W październiku 1985 r., teść mój powiedział mi, że głęboko żałuje swego postępowania, iż namówił prezydenta Cartera do usunięcia najbardziej niebezpiecznych aspektów tego sprawozdania. ( www.radical.org/radiation/TMIcoverup.html ) Dodajmy, iż obaj panowie znali się jeszcze z czasów, gdy przyszły prezydent, pod kierunkiem kapitana Rickovera, szkolił się w dziedzinie technologii reaktorów, na pierwszej w świecie atomowej łodzi podwodnej: Nautilus.
Opinia publiczna nie była i nadal nie jest świadoma faktu, iż jak pisze prof. Jadłokow w okresie zimnej wojny, elektrownie jądrowe stanowiły najważniejsze cele dla amerykańskich i sowieckich rakiet. Nic w tym dziwnego, gdyż w wyniku awarii lub zniszczenia reaktora, skażenia promieniotwórcze są wielokrotnie większe niż w przypadku wybuchu bomby atomowej. W owym czasie w ZSRR, siłownie jądrowe przed powietrznym uderzeniem ochraniały specjalne eskadry samolotów bojowych. Dzisiaj, po terrorystycznym ataku na Stany Zjednoczony, elektrownie jądrowe, a także inne obiekty jądrowe, znalazły się w sytuacji wyjątkowej. Pod tym względem, chyba Rosji, jako pierwszej przyszło stawiać czoła grożącemu niebezpieczeństwu. W wyniku serii terrorystycznych ataków w różnych miastach w1999 r., Ministerstwo Energii Atomowej i MSW przedsięwzięły szereg kroków dla ochrony elektrowni jądrowych. Jak można przypuszczać największe zagrożenie stanowiły liczne w tym kraju elektrownie typu czarnożylskiego, wielkie, z ogromną ilością łatwopalnego grafitu, i o najmniejszej odporności na atak. Na wszystkich elektrowniach przeprowadzone zostało szkolenie personelu w zakresie przeciwdziałania aktom terroru. Wkrótce po 11 września, rzecznik Nuclear Regulatory Commission (NRC) stwierdził, iż elektrownie jądrowe nie są obliczone na uderzenia takich samolotów pasażerskich, jakie zaatakowały Nowy Jork i Waszyngton. W podobnym przypadku mogłoby dojść do przebicia obudowy bezpieczeństwa, powstania pod nią pożaru paliwa lotniczego, wybuchu (uszkodzenia układu chłodzenia) i stopienia paliwa. Aczkolwiek trzeba przyznać, iż nie jest to takie proste, gdyż do pokonania są trzy bariery: gruba obudowa, masywny zbiornik reaktora, (grubość jego stalowych ścian wynosi ponad 20 cm) i wreszcie stalowa, szczelna rurka, z upakowanymi w niej ceramicznymi, uranowymi pastylkami. Jednocześnie Edwin Lyman, dyrektor naukowy w Nuclear Control Institute przyznał, iż połowa ze 103 reaktorów istniejących w USA, nie przeszła pomyślnie testu na zbrojny atak. Podjęto, jak oświadczył Spencer Abraham, szef Departamentu Energetyki, dodatkowe środki ochrony w odniesieniu do najważniejszych ośrodków badawczych, (w tym Livermore Lab., Los Alamos Lab.), a także przechowalników materiałów jądrowych oraz arsenałów broni jądrowej. (Associated Press,USA, 18 Sept.,2001). Wszystkie 65 elektrownie jądrowe postawione zostały w stan alertu, którego nigdy dotąd w USA nie wprowadzano. Nasze poprzednie obliczenia i założenia odnoszące się do możliwości terrorystów, z technicznego i moralnego punktów widzenia, powinny ulec rewizji, oświadczył Ed Lyman. NRC zarządziła nieujawnione przedsięwzięcia, jakie powinny być podjęte na wypadek terrorystycznego ataku.Wokół każdej siłowni przewidziana jest ponad piętnastokilometrowa strefa ewakuacji. Antyterrorystyczna strategia opracowana przez tę komisję, nakierowana była dotąd na ochronę reaktorów przed bombami na ciężarówkach, atakiem z lądu i nawet upadkiem samolotu, lecz nikt nie rozpatrywał uderzenia w reaktor porwanego pasażerskiego Boeinga 757 lub767. Przeto nikt też nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie o wytrzymałość w takim przypadku - obudowy bezpieczeństwa. Przed atakiem z powietrza elektrownie ochrania wojsko, a w pogotowiu są także siły policyjne. NRC postanowiła zrewidować wcześniejsze zapewnienia, że elektrownie jądrowe są w stanie wytrzymać uderzenie jumbo jet a. (Orlando Sentinel,18 Sept. 2001;Boston Globe,23 Sept.,2001; Times Environmental,22 Sept.,2001) Zakłady przerobu paliwa wypalonego w Sellafield (W. Bryt.) i Cap de la Hague (Francja) mogą się stać bezpośrednim celem ataku terrorystycznego, ostrzegali eksperci Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), na jej dorocznej, generalnej konferencji. A autor tajnego raportu Unii Europejskiej, na temat bezpieczeństwa jądrowego, po 11 września zalecał, by w Sellafield pilnie zostały ustanowione baterie przeciwlotnicze. W zakładzie tym bowiem, rozerwanie zbiorników z radioaktywnymi odpadami mogło by spowodować większą masakrę niż jakikolwiek inny pojedynczy cios zadany temu krajowi przez terrorystów. W raporcie organizacji World Information Service on Energy stwierdzono, że w przypadku uderzenia jumbo jet a, nastąpiłoby uwolnienie do atmosfery około dwóch ton śmiercionośnego radioizotopu cezu 137, czyli blisko stokrotnie więcej niż w Czarnobylu. Spowodowałoby to śmierć setek tysięcy ludzi, a ogromne połacie kraju nie nadawałyby się do zamieszkania przez wiele dziesiątków lat. Przedstawiciel firmy British Nuclear Fuels przyznał, że wytrzymałość zakładu była projektowana przy założeniu spadku nań lekkiego samolotu, a nie pasażerskiego odrzutowca, z pełnymi zbiornikami paliwa. W takim przypadku, skutków nie dałoby się przewidzieć. Mohamed AlBaradei, dyrektor generalny MAEA , zwrócił się do delegatów (zgromadzonych ze 132 krajów), ze słowami: Tragiczne wydarzenia w USA powinny się stać dla nas wszystkich sygnałem do działania. Nie możemy być wobec nich obojętni. I dodał: W każdym razie ryzyko oczywiście istnieje... Ludzie ze zbrodniczymi pomysłami mogą zadać cywilizacji znaczne straty w każdej dziedzinie. Nie możemy się obwarować murami i przemienić (nasze kraje) w państwa policyjne. Technologie jądrowe, tak samo jak inne, posiadają słabe miejsca; gwarancji stuprocentowej dać nie można. Wszakże nie wolno nam nie dostrzegać tego faktu, że obiekty atomowe należą do najbardziej chronionych na naszej planecie. (NucNet,nr.284-A,21 Sept.2001; Guardian,18 Sept.,2001; The Observer,23 Sept.,2001)
Jerzy Kubowski


„WPROST” nr 43(1245), 2006 r.
ATOM DLA KAŻDEGO
JUŻ 30 PAŃSTW MOŻE SIĘ UZBROIĆ W BROŃ NUKLEARNĄ
Daniel Pearl był Amerykaninem, Żydem i dziennikarzem. Każdy z tych powodów z osobna wystarczyłby, aby pakistańscy fundamentaliści chcieli go zabić. Reporter "The Wall Street Journal" zginął jednak najpewniej z zupełnie innego powodu. W styczniu 2002 r. wszedł w drogę handlarzom najpotężniejszej broni na świecie. Teraz historia rechoce nad jego grobem: ujawnienie nazwiska zabójcy dziennikarza zbiegło się z atomowym kryzysem w Korei Północnej.

ŚWIATOWA TAJEMNICA POLISZYNELA
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) w ostatnich dziesięciu latach zarejestrowała 540 prób handlu substancjami radioaktywnymi. Kolejnych 344 podejrzeń o dokonywanie tego typu transakcji nie udało się udowodnić. Jednocześnie raporty MAEA nie zawierają informacji o "źródłach radiacji", które zostały skradzione, zginęły lub zostały porzucone. Codziennie odnotowuje się co najmniej jeden taki wypadek. Nie ulega wątpliwości, że zakup na czarnym rynku uranu czy plutonu do bomby atomowej jest możliwy. Żadnego kraju nie czyni to jednak mocarstwem jądrowym. Kluczem jest umiejętność wzbogacania tych pierwiastków tak, by nadawały się do użycia przy produkcji bomby. Zdobycie wiedzy na ten temat zazwyczaj poprzedzają lata badań, których choćby z powodu liczby zaangażowanych naukowców nie da się utrzymać w sekrecie. Chyba że technologię się kupi lub ukradnie.
Ta wiedza była dotychczas jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic na świecie. Jej strażnikiem był strach, który narodził się 44 lata temu, gdy Biały Dom i Kreml podczas kryzysu kubańskiego stanęły u progu wojny atomowej. Zagrożenie, które odczuł świat, było dostateczną motywacją, by nie dzielić się wiedzą o produkcji najniebezpieczniejszej broni. Doktryna wzajemnego trzymania się w szachu wizją zagłady (Mutually Assured Destruction - MAD) była jednak daleka od szaleństwa. Zimnowojenne mocarstwa, świadome konsekwencji odpalenia bomy A, zachowywały się nadzwyczaj racjonalnie (to między innymi z powodu obaw o impulsywne zachowanie Nikity Chruszczowa koledzy z Kremla podczas kryzysu kubańskiego dyskretnie odsunęli go na boczny tor). Sześć lat później, w 1968 r., wydawało się, że świat znalazł rozwiązanie problemu - traktat o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej (NPT). Od tego czasu tylko pięć państw miało prawo legalnie posiadać broń A (USA, Chiny, Wielka Brytania, Francja, ZSRR, a później Rosja). Przez kolejne dekady tylko dwa kraje, Indie i Pakistan, odważyły się jawnie złamać zakaz. Prawdopodobnie uczynił to też Izrael, choć nigdy oficjalnie tego nie potwierdził.
John F. Kennedy, przeciwnik Chruszczowa w atomowej rozgrywce i jeden z pomysłodawców traktatu, powtarzał, że myśl o świecie, w którym 20 lub więcej państw mogłoby posiadać broń jądrową, napawa go przerażeniem. Choć traktat, którego sygnatariuszami jest 187 państw (przed trzema laty wycofała się Korea Północna), wciąż obowiązuje, sytuacja niebezpiecznie zbliża się do czarnych wizji KennedyŐego. W ubiegłym tygodniu Mohamed ElBaradei, dyrektor generalny MAEA, poinformował, że nawet 30 państw można uznać za "wirtualnie nuklearne", czyli takie, które w ciągu kilku miesięcy mogą zmienić swe programy nuklearne służące pozyskiwaniu energii jądrowej w programy zbrojeń. Sekretna wiedza okazała się tajemnicą poliszynela. Strażnik, którym był strach, że bomba A wpadnie w niepowołane ręce, zniknął. Koreański reżim, przeprowadzając test nuklearny, rozpoczął nową erę zbrojeń.
(…
EFEKT DOMINA
W wypadku programu nuklearnego Saddama Husajna wiadomo, że Khan niewiele mógł mu zaoferować, bo iracki dyktator wolał polegać na własnych naukowcach. W wypadku Libii MAEA wciąż prowadzi dochodzenie. Co dokładnie Khan sprzedał Irańczykom, nie wiadomo. Nie jest też jasne, co przekazał reżimowi Kima. Jasne jest, co z tego wynika. Iran może się wkrótce stać mocarstwem nuklearnym, którego - podobnie jak Korei Północnej - nikt do klubu nie zaprasza. - Irańskie elity polityczne są przekonane, że nastał najlepszy moment, aby kontynuować pracę nad programem jądrowym. Nawet sankcje wymierzone w Koreę Północną nie zmienią zamiarów Teheranu - mówi "Wprost" Ian Anthony ze Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem.
Uzbrojony w bombę A szyicki Iran byłby zbyt dużym zagrożeniem dla Egiptu i Arabii Saudyjskiej, by i one nie chciały się zbroić. Zresztą Egipt i Arabia prowadzą już programy nuklearne do celów pokojowych. Nuklearne domino po teście Phenianu rozsypuje się też w Azji. Mimo zapewnień o przestrzeganiu zobowiązań Japonia wobec rosnącego zagrożenia ze strony nieobliczalnego reżimu Kima byłaby w stanie szybko stać się państwem nuklearnym. Tokio przed dwoma laty przyznało się do posiadania zapasów plutonu wystarczających do wyprodukowania bomby. Atomowy wyścig zbrojeń dotarł też do Ameryki Południowej. W maju fabrykę wzbogacania uranu uruchomiła Brazylia. Podobne plany ma Argentyna.
KONIEC ILUZJI
Czy dziennikarz "The Wall Street Journal" odkrył tajemnicę powiązań pakistańskiej ISI, terrorystów i państw uważanych za zbójeckie? Francuski pisarz i filozof Bernard-Henri Lévy przez ponad rok podróżował jego śladami, próbując odkryć prawdę. W książce "Kto zabił Daniela Pearla" odpowiada na to pytanie. Skoro Pearl czy Lévy doszli do takich wniosków, to niemożliwe, by nie wiedziały o tym wywiady najważniejszych państw. Jeśli wiedziały, kto i jak łamie traktat NPT, i nie podniosły alarmu albo go podniosły, ale rządzący tymi państwami nie mieli dość determinacji, by zatrzymać błędne koło, to znaczy, że system bezpieczeństwa międzynarodowego się rozsypał. I to nie w chwili, gdy wybuchła koreańska bomba nuklearna. I nie wtedy, gdy dr Khan dokonywał śmiertelnie niebezpiecznych transakcji. Jeśli nie można było z powodu nieudolności szpiegów lub braku woli polityków zapobiec rozprzestrzenianiu broni nuklearnej, to system bezpieczeństwa był jedynie zbiorową iluzją. Nie jest pewne, czy to dobrze, że świat się jej pozbył, jeśli efektem ma być nowy nuklearny wyścig zbrojeń.
Agata Jabłońska
Współpraca Paweł Białobok


www.o2.pl
Piątek [02.01.2009, 12:45]
HAMAS OSTRZELA IZRAELSKI REAKTOR JĄDROWY?
Skutki byłyby tragiczne dla całego Bliskiego Wschodu.
Instalacje nuklearne i tajny ośrodek badań jądrowych znajdują się w Dimonie, odległej zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów od rejonu konfliktu w Strefie Gazy.
Palestyńskie ugrupowanie prawdopodobnie posiada już pociski, które mogą dosięgnąć Dimony. Eksperci twierdzą, że Hamas szmuglował irańskie rakiety dalekiego zasięgu Fajr-3. Ale czy zaatakuje?
Wrogowie Izraela doskonale wiedzą, jaką katastrofę mogliby wywołać, dlatego wręcz starają się uniknąć przypadkowego ostrzału Dimony - twierdzi na łamach "Dziennika" Zaki Szalom, izraelski ekspert ds. wojskowości.
AH


71 kg odpadów nuklearnych przypada na mieszkańca USA. Źródło: EEC

„PRZEKRÓJ” nr 41, 12.10.2006 r.: Waste Isolation Pilot Project (WIPP) to otwarte w 1999 roku składowisko odpadów radioaktywnych. Stworzono je w nieczynnej kopalni soli w Carlsbad, w stanie Nowy Meksyk. Zanim przechowywane tu odpady przestaną być zagrożeniem, minie około 300 tysięcy lat.


PRAWO KATZA: LUDZIE I NARODY BĘDĄ DZIAŁAĆ RACJONALNIE WTEDY I TYLKO WTEDY, GDY WYCZERPIĄ JUŻ WSZYSTKIE INNE MOŻLIWOŚCI...

www.wolnyswiat.pl WBREW ZŁU!!!
PISMO NIEZALEŻNE – WOLNE OD WPŁYWÓW JAKICHKOLWIEK ORGANIZACJI RELIGIJNYCH, PARTII, UGRUPOWAŃ I STOWARZYSZEŃ ORAZ WYPŁOCIN REKLAMOWYCH. WSKAZUJE PROBLEMY GOSPODARCZE, POLITYCZNE, PRAWNE, SPOŁECZNE I PROPOZYCJE SPOSOBÓW ICH ROZWIĄZANIA (RACJONALNE MYŚLI, ANALIZY, WNIOSKI, POMYSŁY, POSTULATY, I ICH ARGUMENTACJA, CAŁE I FRAGMENTY ROZSĄDNYCH, INTERESUJĄCYCH MATERIAŁÓW Z PRASY I INTERNETU)
Powrót Odpowiedz
sortowanie według dat: rosnąco | malejąco
Widok: Lista Widok: Drzewo
Autor:
Termopiórorepirator
Data:
2009-01-19 14:56
Nasz polszewicki wódz jest szybki w obiecankach.
Błyskawicznie zareagował na kryzys gazowy - wybudujemy elektrownię atomową , bo to za 12 lat.
12 lat będą teraz polszewickie bandy okradać Polskę pod pretekstem wybudowania elektrowni atomowej, gdy tymczasem NIE MA żadnego akademickiego zaplecza specjalistycznego.
Już by musiały rozpocząc studiowanie pierwsze roczniki MÓWIE WAM POLSKA TO TYPOWA KRĘTACKA PROSTYTUTKA EUROPY - WYLĘGARNIA ZŁODZIEJI I KOMBINATORÓW.
Autor:
Redaktor1
Data:
2009-01-19 14:42
MOJA KSIĄŻKA http://www.wolnyswiat2.republika.pl/

POLECAMY

 
XX Forum Ekonomiczne - Krynica Zdrój, 8-11 września 2010
Easygo